W czasach, kiedy moim jedynym klawiszem był keyboard domowy Yamaha PSR 220, na którym stawiałem swoje pierwsze kroki w połączeniu z sekwencerem, wydawało mi się, że najlepiej brzmią keyboardy Rolanda z serii E. Bardzo podobały mi się akompaniamenty z tych instrumentów, a jak się jeszcze podpięło karty ze stylami, to już było w ogóle ekstra. Moja Yamaszka też mi odpowiadała...style były grywalne, midy brzmiały spójnie i fajnie, a barwy całkiem przyzwoite...jak na ten czas i moje możliwości finansowe. Wtedy jeszcze nie grałem w zespole, więc miałem inne wymagania. Pewnego razu tata zabrał mnie do kolegi, który chwalił się zakupem instrumentu Solton (obecny Ketron) MS50...było to roku pańskiego 1997....i był to dla mnie przełomowy dzień. Instrument brzmiał po prostu pięknie! Miał cudownie i szalenie tanecznie zaaranżowane style, brzmiał całkowicie innym pasmem niż japońska konkurencja i miał bardzo realistyczne instrumenty dęte, akordeony i barwy organowe. Słowem - stworzony pod one man band. Co więcej - była możliwość importu styli z moich wyidealizowanych Rolandów oraz tworzenia całkowicie własnych aranży i to w różnych wariantach harmonicznych. Napaliłem się na niego wręcz niezdrowo. Nawet gdy trafiłem już do żywego składu i używałem Rolanda JV50 z kartą rozszerzenia, nadal Solton mi się śnił po nocach. W końcu udało mi się odłożyć odpowiednią ilość pieniędzy i zakupiłem sobie wspomnianego MS50. Ten dzień byłem skłonny ogłosić świętem narodowym. Mimo, że od pierwszego kontaktu upłynęło kilka lat i poznałem wiele zacnych sprzętów - ten nadal robił na mnie ogromne wrażenie. Dla mego zespołu to też był spory krok w przód. Pojawiły się rasowe hammondy, niezły Rhodes, Fajne dęciaki. Mankamentem natomiast było dość chude piano i zbyt "kulturalne" i miękkie syntetyki, które w weselnej kapeli się przydają. Pozostałe brzmienie były albo przyzwoite albo rewelacyjne. Największym natomiast nieporozumieniem było umieszczenie suwaka volume z prawej strony panelu...kompletnie nieergonomiczne oraz brak normalnego jacka dla pedału dampera - trzeba było przerobić złącze pedału na 15 pinowe złącze komputerowe. Sprzedałem klawisz po 2 latach używania, gdyż potrzebowałem wówczas możliwości dzielenia klawiatury na więcej niż 4 strefy...niemniej jednak w przeciweństwie do opisywanego wcześniej Kawai - ten klawisz nadal się broni w muzyce dancingowej i weselnej, przede wszystkim ze względu na swoją ...europejskość. Nowsze modele firmy Ketron również brzmią kapitalnie - firma nadal idzie ścieżką dancingowego i realistycznego brzmienia. Tu piana są już świetne...a pozostałe brzmienia jeszcze bardziej realistyczne i po prostu nowocześniejsze. Nadal kuleją ostre syntetyki, ale pady są bardzo dobre. W tej chwili używam do pracy z podkładami i aranżacjami midi (robię ilustracje do muzyki teatralnej oraz aranże na zamówienie) modułu Ketron SD4 - kapitalne i żywe bębny! Co więcej - na koncerty bluesowe również go zamierzam zabierać, ze względu na dobry fortepian i hammondy. Firma pochodzi z Włoch - i absolutnie można jej zaufać. Zwłaszcza Ci, którzy potrzebują miłego dla ucha, grzecznego "europejskiego" i dancingowego brzmienia. Miłośnicy elektronicznych i zakręconych leadów będą zawiedzeni., ale ci, którzy potrzebują świetnych saksofonów, pian elektrycznych, smyczków, dętych blaszanych, gitar, akordeonów i organów, a nie chce im się "kręcić" barw - będą zachwyceni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz