klawiszownia

klawiszownia

sobota, 10 stycznia 2015

Nowe demko - Roland XP50 i własne barwy.

Cześć! Oto przykład brzmienia dość taniego obecnie syntezatora Roland XP50.Kupiłem go (po sprzedaniu przed 13 laty), bo przez własną głupotę spaliłem sobie klawiaturę sterującą a tu nadarzyła się niedroga okazja. Klawisz bazuje na module JV1080. Ma bardzo duże możliwości edycyjne. Potencjał brzmieniowy odpowiada modelowi XP80. Różnica zasadnicza to jakość przetworników audio, która w 50tce jest słabsza i odbija się to na jakości pracy studyjnej. W pracy na żywo nie jest to natomiast wada rażąca. W tej cenie (około 1000 zł) jest to naprawdę godna uwagi propozycja. Fajnym dodatkiem w trybie edycji jest opcja "analog feel", która imituje pływanie stroju  podobnie jak w instrumentach analogowych. Prezentowane tu barwy to moje własne programy stworzone od zera czyli od wyboru fabrycznej próbki. Barwa składa się z 4 składników, z których każdy ma niezależny tor syntezy obejmujący ADSR, LFO, sekcję filtrów, nasycenie efektami. Poza tym każdy ze składników można niezależnie ułożyć w panoramie stereo i przypisać inną strefę na klawiaturze oraz zakres velocity. Zwróćcie uwagę na brzmienie numer 3 - barwa DX Rhodes jest zróżnicowana dynamicznie - pierwsza warstwa to sama fala sinusoidalna, druga to próbka miękkiego piana FM, trzecia to jasne piano FM, a czwarta jest  dynamicznie rozjaśnianą filtrem falą piłokształtną. Każda z warstw ma inny zakres dynamiki. Equalizer jest ustawiony na podcięcie górki, żeby barwa nie była za ostra, gdyż oryginalny preset E.Piano w DX7 też nie był taki agresywny. Miksuje się w żywym składzie bardzo ładnie i miękko, a jednocześnie jest wyraźnie słyszalny. Chorus też ustawiony jest na lekkie pływanie a nie na głębokie rozwibrowanie.

Roland xp50

czwartek, 14 sierpnia 2014

Yamaha DX7 - moc operatorów

W czasach gdy panowały syntezatory analogowe, tworzenie barw było dość proste. Układ elektroniczny zwany generatorem lub oscylatorem wytwarzał sygnał akustyczny o odpowiednim widmie (tzw. falę). Fala mogła mieć różny kształt i przebieg, co owocowało różnymi efektami brzmieniowymi, np. barwę fletu tworzyło się przy pomocy fali sinusoidalnej, trąbki przy pomocy fali piłokształtnej a klarnet - trójkątnej. Często instrument dysponował także tzw. generatorem szumu, który służył do wzbogacania brzmienia w dodatkowe efekty lub do tworzenia brzmień "perkusyjnych" (cudzysłów celowy). Falę z generatora następnie przepuszczało się przez 2 kolejne punkty - sekcję wzmacniacza, która sterowała głośnością danej fali oraz jej obwiednią. Obwiednia ADSR (skrót od jej faz: Attack - narastanie dźwięku, Decay i Sustain - fazy podtrzymania oraz Release - wygaszanie dźwięku po zwolnieniu klawisza) służyła do kształtowania przebiegu sygnału. Drugi punkt to sekcja filtra, który służył do zaciemniania lub rozjaśniania barwy oraz można było kształtować jego zmiany dynamicznie poprzez regulację jego obwiedni. Trzeci punkt, to sekcja LFO czyli modulacja dźwięku (wprost - vibrato) z ustawieniami jej głębokości, szybkości, kształtu i opóźnienia. Niekiedy zdarzał się także jakiś prosty efekt - z reguły delay lub chorus. Wszystkie parametry były sterowane za pomocą gałek i suwaków, co było nieocenione w grze na żywo, niemniej miało jeden zasadniczy mankament - mianowicie nie można było tych ustawień zapisać w inny sposób niż....na kartce lub w mózgu. Dlatego na teledyskach z lat 70 - 80 klawiszowcy są obstawieni cała elektrownią, bo na jednym klawiszu mają smyczki, na drugim brzęczki a na trzecim plumknięcie. Poza tym instrumenty były sterowane napięciowo, co skutkowało często niestabilnością stroju. Z powyższych powodów były nazywane analogami. Niemniej ich brzmienie było tłuste i ciepłe, a wszelkie ruchy pokręteł były realizowane bardzo płynnie, bez efektu ziarna. To w ogrooomnym skrócie. 



Yamaha DX7 powstała w roku 1983 i była pierwszym w pełni programowalnym syntezatorem cyfrowym z możliwością zapisania własnych barw w pamięci liczącej AŻ 32 komórki! Wówczas to było coś. Klawisz posiadał AŻ 6 oscylatorów (zwanych tutaj Operatorami) z których każdy generował ...wyłącznie falę sinusoidalną. No i tutaj małe zaskoczenie - czyżby maszyna do fletów i organów? Otóż ABSOLUTNIE NIE a na pewno nie tylko. Odpowiedzią jest nazwa typu syntezy zawartej w DX7 czyli FM (Frequency Modulation). Synteza ta umożliwia modulowanie przebiegu jednej fali przez drugą, co owocuje zmianą składowych harmonicznych z powodu zakłócenia widma akustycznego jednej z fal. Można dzięki temu uzyskać nawet efekt piłokształtny. Niby nic takiego, ale - jak powiedziałem - DX oferowała aż 6 operatorów wyjących sinusem a do tego można było je ze sobą łączyć według 32 różnych algorytmów. Prócz tego, każdy z operatorów można było ustawić na inny zakres dynamiki, dzięki czemu tworzyliśmy barwę tak jakby z 6 layerów dynamicznych. Takiego czegoś nie oferowały dużo nowsze i droższe syntezatory oparte na samplach. Przykładowo - Motif oferuje stworzenie barwy z max. 4 warstw (mówię o trybie Voice a nie Performance czy Combi, gdzie można połączyć ich więcej). Fajnie, ale niestety coś za coś. Otóż DX nie był w stanie generować brzmień akustycznych w taki sposób jak sample player - czyli nie można było uzyskać realistycznych instrumentów. Fortepianu choćby nie wiem jak się starać - nie dało się zrobić wiarygodnie. Prawdziwą siłą jednak, jeśli chodzi o barwy tradycyjnego użytku, były piana elektryczne - ludzie mówią, że to super maszynka udająca Rhodesa - niestety NIE. Rhodes, to Rhodes, a FM piano, to FM piano - zupełnie różny charakter brzmieniowy...ale piano DX7 jest wyjątkowe i tak charakterystyczne, że wpisało się jako zupełnie odrębna kategoria brzmieniowa w historii współczesnej muzyki. Poza tym DX tworzy świetne brzmienia organowe, dęte drewniane, basowe i perkusyjne chromatyczne. O barwach syntetycznych już nie wspomnę. Brzmienie świetnie się miksuje w zespole. Jest klarowne i dynamiczne. Ponieważ źródłem są tu czyste fale z operatorów a nie sample, to spokojnie można ustawić equalizer w mikserze na zero, a i tak będzie gadało. Poza tym klawisz dysponuje kapitalną klawiaturą z aftertouch. Zasadnicze wady użytkowe są dwie - po pierwsze: wyświetlacz nie jest podświetlany :(, ale za to obok niego jest mały, 2 cyfrowy wyświetlacz LED, który pomaga w gorszych warunkach w poruszaniu się po presetach. Druga wada - jest to klawisz MONOFONICZNY. Na szczęście te wady zostały poprawione w kolejnych wersjach. Więc obiektywnie w niewiele większych pieniądzach lepiej nabyć DX7II, która nie dość, że ma podświetlony wyświetlacz to jeszcze oferuje tor stereo, możliwość połączenia dwóch barw, tryb Performance, który pozwala na zapisanie swoich ustawień razem z zaprogramowanymi kontrolerami, 64 komórki pamięci oraz nieco solidniejszą obudowę...niestety wszystkie te bajery kosztem membranowych przycisków z wersji oryginalnej, których jestem fanem. W nowszych wersjach zastąpiono je standardowymi przyciskami, jednak dość solidnymi.

Czy DX7 dziś się broni? Tak...broni się, ale wyłącznie w stylistyce w której zasłynęła. Świetnie się spisuje w "szlachetnych" cover bandach grających w klimacie Smooth, w piosenkach z lat 80, repertuarze Whitney Houston lub Sade albo w kompletnie zakręconym i dzikim electro, bo kompletnie odjechane, zmienne w czasie barwy techniczne jak najbardziej da się na niej zrobić, podobnie jak świetne i mocne basy. Ja miałem DX7 już 3 razy i za każdym razem kupowałem ją wyłącznie dla pian elektrycznych pod moje ówczesne projekty...zawsze witam się z nią uśmiechem :)

A poniżej krótkie demko, które popełniłem kilka lat temu:
https://www.youtube.com/watch?v=e3oQEI_qZIA

Jeśli komuś podobają się moje demka, zachęcam do subskrypcji mego kanału.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

KORG T3 - M1 na sterydach

Od kilku lat pasjonuję się sprawdzaniem na czym polega legendarność niektórych tzw. "kultowych" syntezatorów. Bez zbędnego rozwodzenia się nad wszystkimi aspektami tego pytania stwierdzam, że po prostu świetnie się miksowały i miały charakter. Do zacnego grona takich sprzętów jak DX7, D50, czy Triton zdecydowanie należy pierwszy pełnokrwisty sample player o nazwie Korg M1. Pełnokrwisty, bo przykładowo Roland D50, który również zawierał w pamięci sample PCM, miał zdecydowanie zbyt mało pamięci na próbki, żeby można było zaszyć w nim na tyle bogaty ich zestaw w dobrej jakości, żeby mógł stanowić pełną bazę do tworzenia realistycznych barw. Dlatego posiłkował się domieszką syntezy LA. Przykładowo - próbka piana, czy smyczków była bardzo króciutka i należało ją zmiksować z odpowiednio przygotowanym i obrobionym obwiedniowo przebiegiem podstawowym (np. piłokształtnym) żeby uzyskać coś na podobieństwo barwy akustycznej. Na szczęście ten instrument nie zasłynął z udawania barw akustycznych, tylko jako niesamowicie elastyczna maszyna do padów i innych brzmień syntetycznych.

Inaczej sprawa się ma w przypadku Korga M1. Ten klawisz miał absolutnie wszystko (poza stacją dyskietek) co było gwarantem mega hitu rynkowego i tak też się stało. M1 stał się bestsellerem. Bazował w całości na samplach zaszytych w 4MB pamięci. Miał szalenie "seksowny" i elegancki design. Ilość przycisków była niewielka, ale wystarczająca. Nie było również żadnych narysowanych diagramów, wykresów i innych "futurystycznych" elementów graficznych. M1 jest gładziutki, zaokrąglony i ma śliczny wyświetlacz z zielonymi napisami. Klawiatura jest niesamowicie przyjemna i lekko dociążona...jednak troszkę głośno pracuje. W pamięci można było zapisać 100 barw, niestety - nadpisując brzmienia fabryczne. Klawisz brzmi nawet dziś świetnie - charakter brzmieniowy mimo wielu lat nadal broni się w wielu gatunkach. Próbki zostały przygotowane starannie i mają ważną zaletę, która decyduje o ich osadzeniu w miksie zespołu - mianowicie są bardzo bogate w harmoniczne. Mimo niewielkiej pamięci i krótkich pętli - są pełne alikwotów. We współczesnych konstrukcjach niestety ilość próbek nie zawsze idzie w parze z ich jakością. Filozofia M1 jest kultywowana również w Kurzweilach - próbki są podcięte w częstotliwościach tak, że po prostu muszą się miksować, a tym samym nieco zmniejszono ich zapotrzebowanie na megabajty. Poza tym M1 oferuje ówczesną nowość - mianowicie tryb Combi, który jest od tego momentu obecny w każdym workstation Korga. W tym trybie można załadować do 8 barw na jedną komórkę pamięci i rozlokować je na klawiaturze wedle naszych potrzeb, tworząc strefy lub layery (czyli nałożone na siebie brzmienia) - innymi słowy - można dać na lewą rękę pad lub string połączony z czymś innym, a na prawą piano połączone z pianem DX7. Tym sposobem nie trzeba już w zasadzie mieć drugiego parapetu, bo można skonfigurować klawisz tak, że na jednym ustawieniu mamy kompletnie przygotowany instrument pod konkretną piosenkę. Problem jednak w tym, że Korg posiada tylko 16 głosów polifonii, więc bez szaleństw...ale rozsądna głowa da sobie radę :). Kto dobrnął do tego momentu pewnie się zastanawia, po co piszę o M1, kiedy temat dotyczy Korga T3.



Odpowiedź jest prosta. Korg z serii T, to następca M1. A dokładnie jego bardzo rozbudowana wersja. Kupując Korga T mamy w rękach kompletny M1...plus wszystko to, czego w M1 brakowało. Koledzy chałturnicy kupując M1 nieraz wkurzali się na brak brzmień akordeonu, klarnetu, puzonu i bardziej realistycznego fortepianu oraz...jakiegoś nośnika, gdzie można zabezpieczyć dane lub zrzucić piosenkę z sekwencera. Seria T posiada stację dyskietek i problem z głowy. Ponadto, i to jest najważniejsze - seria T posiada kolejne 4 MB sampli, czyli łącznie 8MB. Nowe próbki są przygotowane równie pieczołowicie jak stare i brzmią bardzo dobrze. Piano jest bardziej autentyczne niż M1...ale mimo to wolałem używać tego z banku M1, gdy posiadałem T3. Nowe piano było jak dla mnie jakieś takie płaskie. Teraz natomiast używam Korga T2EX, który zakupiłem w znakomitym stanie. Dodatek EX oznacza możliwość wgrania własnej próbki PCM do 1MB oraz jeszcze lepszą barwę fortepianu (i kilka innych) - i tak też jest. Piano z wersji EX jest świetne. Ma nieco "radiowy" charakter. Doskonale się miksuje...a prócz tego przygotowałem je sobie do pracy sposobem opisanym w poście "Patenty i patenciki", więc jest stereo. Seria T ma także inny wyświetlacz - podobny do tego z 01 i bardzo wygodny w pracy z instrumentem. Możliwości edycyjne są na tyle duże, że można spokojnie wykręcić w zasadzie każde potrzebne brzmienie...przynajmniej mnie się udało zrobić wszystko poza dobrym brzmieniem do "Słodkiego Miłego życia"...tu dygresja w kierunku kolegów chałturników - Panowie...wstęp do tej piosenki nie jest grany na żadnych "Fantasiach" i innych "Brightnessach"...to brzmienie ukręcone z próbek typu "spectrum" lub "sonar" i intro grane na dzwonkowatych fantazjach po prostu odbiera jajo tej piosence. Powiecie "A jak nie ma u mnie tego brzmienia??"...jak nie ma to po prostu lepiej tego numeru nie grać. Goście się nie potną z tego powodu, a jak bardzo będą nalegali lub wyciągali kaskę...to niech se będzie wtedy fantazja. Poza tym, jeśli ktoś ma Motifa lub Korga od Trinity wzwyż, to tam można zrobić bardzo dobre brzmienie Łosowskiego. Przykład zamieszczę na końcu posta. Używam tam brzmienia do intra, które wsamplowałem do K2500 z Korga Microstation...no i gramy z chłopakami ten numer. Wracając do serii T - w krótkim zdaniu - zarąbisty sprzęt, który pomimo lat doskonale się broni brzmieniowo. Są piękne piana elektryczne. Można skręcić dobre brassy, smyki, przyzwoity akordeon, kapitalne organy, w modelu EX jest bardzo ładny fortepian. Ponieważ na pokładzie są przebiegi podstawowe, można zrobić bardzo dobre i dość nowoczesne syntetyki. Bębny z pewnością podniecą wszystkich fanów brzmień z lat 80tych i 90tych, bo nie silą się na udawanie zestawów akustycznych. Ich brzmienie jest silnie przetworzone i tak dynamiczne, że na dobrych paczkach wgniata w fotel. Wszystko w solidnej obudowie ze świetną klawiaturą. Ogólny charakter brzmienia instrumentu - ciepły i szeroki. Serdecznie polecam!

Tutaj wspomniane wcześniej "Słodkiego, miłego..."
"Słodkiego, miłego życia" w wykonaniu zespołu "Wieża Ciśnień"

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Patenty i patenciki

Bardzo często ludzie, którzy oglądają mój kanał YT zadają mi pytanie typu: "Jak zrobiłeś barwę z 2:31 sek?". Najczęściej po prostu nie pamiętam, ale zazwyczaj chodzi o barwy pian elektronicznych FM i fortepianów. Ciężko jest odpowiedzieć nie mając instrumentu pod ręką, ale mówiąc w skrócie - dobre brzmienie fortepianu to rzecz względna. Jedni cieszą się gdy dostaną niezwykle szczegółowe i realistyczne brzmienie. Inni z kolei nie przykładają takiej wagi do detali i niuansów a wolą gdy brzmienie dobrze leży miksie i przebija się gdy trzeba. Ja mam po trochu z obydwu opcji. Lubię ładną i bogatą w alikwoty próbkę, ale wystarczą mi 3-4 warstwy dynamiki, bo w warunkach koncertowych lub chałturowych i tak tych niuansów (za które trzeba sporo zapłacić) de facto nie słychać, a jak słychać, to nikt ze słuchaczy (nawet tych o wyrafinowanym uchu) nie uzna tego za element kluczowy Twojego występu...raczej klaszczą za całokształt, technikę gry lub efektowne solo. Nie mówię tu o klasyce, tylko choćby o bluesie czy rock'n rollu. Niepotrzebne są mi też gadżety typu rezonans strun lub stukanie pedału podtrzymania. Fajnie gdy jest, ale jak nie ma, to nawet nie zauważam. Co więcej - jeśli jest taka możliwość, to nawet to sam wyłączam :)

Sytuacja jednak się zmienia, gdy dochodzi do nagrania lub sporządzenia efektownego aranżu na zamówienie. Tu niestety nie można wpiąć poczciwego Korga 01/W, którego piano się broni na livie, ale w studio już wieje plastikiem...no chyba, że ktoś właśnie tego potrzebuje. Podobnie jest z występami opartymi głównie na fortepianie. Niedawno zrobiłem sobie sam krzywdę, gdyż miałem do zagrania mały koncercik na fortepianie, z zespołem wokalnym. Od razu piszę, że nie jestem zawodowym pianistą, ale jakoś tam sobie radzę. Problem w tym, że nie znoszę brzmienia fortepianów typu Silent Grand Yamaha. Są dla mnie dziwne, bardzo konturowe i mają mulasty środek...a taki właśnie zastałem. Pół bidy gdybym grał z nagłośnienia wewnętrznego instrumentu, ale to miało być wpięte w przody. Podpiąłem więc do niego przez MIDI mój moduł Kurzweila MicroPiano, którego brzmienie jest dla mnie absolutnie absolutne. No i wyszła kiszka, bo Yamaha miała inaczej skojarzone wartości Velocity i w rezultacie miałem możliwość grania albo forte, albo fortissimo...i tutaj okazało się po raz kolejny, że prawdziwe piano i te wszystkie "rezonanse strun" i inne stuki i puki są w takich sytuacjach nieocenione. Pomijam już całkowicie naturalną mechanikę zawiadywania dynamiką gry i artykulacji.

Wracając jednak do miksu w bandzie weselnym - tutaj nie ma to znaczenia. Co więcej - nieraz z pozoru plastikowe brzmienie okazuje się bardzo dynamiczne i dobrze klejące się z innymi instrumentami. Przykład choćby w sławetnym pianie z Korga M1. Italo dicho jak znalazł...ale...

- spróbujcie ustawić filter cutoff na małą wartość (czyli zaciemnić)
- ustawcie sterowanie otwarciem filtra poprzez velocity (im mocniej uderzycie, tym jaśniejsze brzmienie)
- zmniejszcie ilość reverbu (ja w brzmieniach "na scenę" w ogóle daję bardzo mało pogłosu, bo dzięki temu brzmienie jest bardziej selektywne i nie muli planu innych instrumentów...podczas gdy niektórzy koledzy po fachu walą mnóstwo efektu pogłosowego i topią wręcz tę swoją barwę)
- podetnijcie nieco fazę "Release" w obwiedni ADSR, żeby skrócić "ogonek" w barwie

....a teraz przejdźcie do trybu Combi i wpakujcie tak zrobione piano 8 razy na jedną z komórek Combi. Potem wasze 5 oktaw podzielcie na 8 części i rozlokujcie poszczególne strefy w innym miejscu panoramy stereo, w taki sposób, żeby od lewej do prawej strony klawiatury brzmienie przechodziło z jednego do drugiego kanału stereo. Unikajcie jednak położeń całkiem skrajnych....zmniejszcie reverb i mamy fajne i ekspresyjne stereo grand piano, mimo, że M1 ma monofoniczną próbkę piana. Ten patent można zrobić w każdym Korgu :)...wierzcie mi, że broni się świetnie.

Następnym razem patent na piano FM :)


środa, 18 czerwca 2014

Sound Canvas - zabytek?

Szczerze mówiąc firma Roland promuje szalenie uczciwą politykę wobec swoich klientów. Od momentu, kiedy pojawiły się modele keyboardów z serii E, które bazowały na module SC, uknułem sobie teorię, że "słyszałeś jednego Rolanda - słyszałeś wszystkie" i nadal tak twierdzę, ponieważ firma począwszy od najtańszego i najprostszego modelu z danej serii ładowała do wszystkich ten sam moduł brzmieniowy i tę samą (z drobnymi wyjątkami) bazę auto akompaniamentów. Instrumenty w miarę wzrostu ceny różniły się wyłącznie ilością dodawanych opcji, takich jak joystick pitch, gniazdo na karty ze stylami, przyciski z efektami specjalnymi, lepszy wyświetlacz, możliwość prostej modyfikacji barwy i zapisanie jej oraz stacja dysków. Fajną rzeczą było też instalowanie od najtańszej wersji pary wyjść liniowych stereo. Konkurencja w postaci Yamahy czy "Kazio" z kolei kusiła mnogością bajerów i kolorków, ale im tańszy model - tym gorzej brzmiał, bo oszczędności przeleciały się na module brzmieniowym...no i u Yamahy wyjątkowo niezrozumiała rzecz - brak wyjść liniowych nawet w sporo droższych modelach, kompletnie tego nie potrafię pojąć. Roland natomiast brzmiał tak samo w całej serii. Moduł Sound Canvas w swoim czasie był naprawdę rzetelnie brzmiącym źródłem dźwięków. Piano uważano za świetne, smyczki za realistyczne, brassy brzmiały bardzo ostro i nowocześnie (zwłaszcza grane w oktawie), inne dęciaki też dawały radę. Słabym punktem natomiast były basy (chudziutkie z dwoma wyjątkami - Fretless i SynBass2)...reszta brzmień wypadała bardzo dobrze w porównaniu z innymi producentami (przykładowo - Yamaha wciąż jeszcze bawiła się w brzmienia FM w tańszych modelach)...aaa...no i jeszcze fajowe bębny - wówczas bardzo na czasie. Lubię i do dziś korzystam z niektórych próbek pod Battery. Barwy to standardowy set GM. 128 podstawowych brzmień w nowszych modelach dostało jeszcze po kilka wariacji, choć większość z nich jest nieco "oszukana", np. Piano z nałożonym chorusem jest zapisane jako kolejna barwa. Przez wiele lat korzystałem z syntezatora Roland JV50, bazujący na Canvasie SC55 i robiłem na nim swoje pierwsze "poważniejsze" aranże i podkłady. Canvas wtedy brzmiał w większości zagranicznych (i nie tylko) hitów. Sporo jego brzmień słychać na płycie "Dotyk" Edyty Górniak, a w samej tytułowej piosence podejrzewam, że wszystkie partie klawiszy pochodzą z SC. Podkłady i aranże robione na tym module świetnie się miksowały - brzmienia były bardzo dobrze zestrojone i brzmiały przyjemnie. Co więcej - bardzo bogata implementacja MIDI pozwalała wykręcić przy pomocy SysEx naprawdę "acidowe" brzmienia (choć napocić się przy tym można było niekiepsko, ale za to jaka duma, kiedy się udało :D...bezcenna). Bardzo długo korzystałem z brzmienia SC do tworzenia ilustracji do bajek i przedstawień teatralnych oraz do prezentacji multimedialnych. Instrument brzmiał w tej roli przyjaźnie i nie zaburzał uwagi widza. Jak to wygląda dzisiaj?

Ano...dzisiaj mówiąc krótko - nie powala. Przyznaję się bez bicia, że jestem po prostu troszkę rozpieszczony przez gigabajty. Ale niedawno byłem posiadaczem modułu SC88vl. Moja poprzednia wersja, to był model SC55 i muszę powiedzieć, że różnica między nimi jest ogromna. Wszystkie błędy w brzmieniu, które irytowały w poprzedniej wersji - tu zostały zdecydowanie poprawione. Co ciekawe - to nie są "zupełnie inne barwy", tu wciąż słychać Canvasa i jego charakterystyczny, aksamitny sound. Zachowano w całości charakter brzmień poprzednika, ale basy są bardziej basowe, Rhodes dostał drugą warstwę dynamiki (tę chrapliwą przy wyższej velocity), bębny są bardziej dynamiczne (stopki mają więcej dołu, werble także, tomy są bardziej mięsiste), na talerzach można zrobić efekt crescenda (w starym SC55 każde kolejne naciśnięcie klawisza odcinało wybrzmienie i odtwarzało próbkę od nowa, więc brzmiało to jak czkawka)...ogólnie brzmienia zyskały składowych harmonicznych, przestarzałe zamieniono na nowocześniejsze (np. Orchestra Hit), ale przede wszystkim - jest ich po prostu duuuużo więcej. Rozczarowało mnie natomiast nowe piano - próbki są niestaranne i odnoszę wrażenie lekkiego rozstrojenia i płaskości. Kapitalnie natomiast brzmią wszelkie El-piana - naprawdę są piękne i dźwięczne, poza tym wrzucono dużo lepsze barwy organowe i kapitalne pady. Leady są po prostu ok. Szału nie ma, ale wstydu też nie. Smyczki są świetne i szeroko brzmiące. Brassy też - soczyste a'la Earth, Wind & Fire. W miksie moduł brzmi jeszcze lepiej niż poprzednik. Dla tych, którzy nie mogą się doszukać swoich faworytów z poprzedniej wersji dostępny jest także...kompletny bank brzmień SC55 - z wszelkimi ich mankamentami. Jestem pewien, że dysponując tym modułem i dobrą klawiaturą sterującą, która umożliwia stworzenie kilku stref na klawiaturze - spokojnie jesteście w stanie się obronić niemal w każdym gatunku muzyki (pomijając typowe i nietypowe odmiany elektroniki, bo tu bardziej liczy się kontrola w czasie rzeczywistym - gałki, suwaczki itp.). Jeśli chodzi o chałturkę - świetne i niedrogie rozwiązanie. Znajdziecie tu niemal wszystko, czego będziecie szukać. Moduł ma bardzo dancingowy i nieco słodki charakterek. I nawet jeśli niektóre brzmienia trącą nieco myszką, to jednak mieszczą się w pewnej klasie. Jak pamiętacie, napisałem wyżej, że nie powala - bo nie powala (co rozumiem przez "powalanie"? - wytrzeszcz oczu, ślinotok, niemożność oderwania się od klawiatury, banan na buzi, podniesione tętno i chęć stwierdzenia, że to najlepsze co słyszałem) ale brzmi rzetelnie, profesjonalnie i ze smaczkiem. Mnie się bardziej podoba i kładzie w miksie niż poźniejsza seria XP...ale to już moje preferencje. Podrzucam demko, jakie nagrałem jakiś czas temu.

Demo SC88vl


wtorek, 10 czerwca 2014

Kurzweil - nie do końca dla presetowców

W moim mieście działa kilka naprawdę niezłych zespołów grających live. Cieszę się z tego, ponieważ dzięki nim jakoś mam wrażenie, że robimy "chałturkę z lepszej półki", a oprócz tego mam ogromną satysfakcję, że jesteśmy w stanie zrobić większość numerów bez podpierania się loopami i innymi arpeggiatorami (choć nie ukrywam, że nieraz mnie kusi) i wszystko wchodzi z naszych palców i gardeł. Niestety z całym szacunkiem do kolegów z tych kapel stwierdzam, że trochę dziwi mnie, że niektórym kolegom klawiszowym nie zależy na zgłębieniu pewnych tajników toru syntezy ich, jakby nie patrzeć, zacnych instrumentów. Często przed wyborem klawisza dla siebie konsultują się ze mną, żebym coś doradził. Wtedy pytam, czy ma mieć dobre presety czy rozległą edycję. Okazuje się, że większość kolegów nie ma po prostu czasu (i niekiedy doświadczenia w tej materii), żeby "dłubać" przy brzmieniu i najlepiej mieć coś, co po prostu brzmi. Niestety w takiej sytuacji rzadko mogę podać jednoznaczną odpowiedź, ponieważ pewne klawisze brzmią w 80% dobrze, a pewne istotne dla chałturnika brzmienia (czyli te pozostałe 20%) trzeba wykręcić i co najważniejsze - uzyskać świetne efekty...no i wtedy taki instrument często odpada. Choć jest jeden kolega, który prosi mnie, żebym mu pomógł to wykręcić, co, nie ukrywam, daje mi dużo frajdy. Kurzweil kojarzy się z klawiszami z półki profesjonalnej. Zawsze jest kojarzony z dość surową ceną, świetnymi fortepianami i smyczkami oraz zawiłą edycją. Obecnie jednak firma zdecydowała się wyjść oczekiwaniom użytkowników naprzeciw i produkuje doskonałe instrumenty w coraz bardziej przystępnych cenach kosztem niektórych opcji edycyjnych. Zanim zdecydowałem się na podjęcie romansu z amerykańskim producentem obejrzałem znakomity pod względem brzmienia i realizacji (oraz niewątpliwie walorów artystycznych) koncert Bee Gees "One night only". Panowie klawiszowi grali na instrumentach Kurzweila K2500. Brzmienie klawiszy mnie urzekło. Niebywale realistyczne sekcje smyczkowe, świetne piano Rhodes oraz forepiany, kapitalne pady i barwy syntetyczne....musiałem TO mieć. Odkładając gotówkę oraz nieco nadwyrężając faktyczne możliwości domowego budżetu nabyłem wreszcie taki model, na jaki mogłem sobie pozwolić - mianowicie PC361. Pierwsza rzecz, jaka mi się spodobała, to samo pudło - pełna profeska, zwykła pakowa tektura z ascetycznym logo i nazwą modelu - żadnych gwiazdek, kolorków i innych wodotrysków. Po rozpakowaniu kolejny szok - mianowicie bardzo dobrej jakości pedał Sustain typu fortepianowego. Poza tym rzeczowa instrukcja obsługi (a nie płytka z PDFem) kabel sieciowy, komplet gumowych nóżek do przyklejenia pod instrumentem...no i ON. Z radością wszystko złożyłem do kupy i odpaliłem sprzęt. No i pierwsze wrażenia...nieco...hmmmm...niezbyt fajne. Po pierwsze - archaiczny wyświetlacz. Po Korgu M50 z dotykowcem poczułem się jak w latach 90 tych. Po drugie - mechanika klawiatury - dziwna, dość płytka i jakaś taka sprężynkowata. Po trzecie - dziwnie ustawiona krzywa dynamiki klawiatury. Po czwarte - osławione i legendarne piano Kurzweila - mulaste, ciemne i kompletnie "nie popowe", poza tym jakieś takie chude i trącące myszką. Pobieżny przegląd barw mnie kompletnie rozczarował. Dziwne Rhodesy, brak El Piana FM, które by mi pasowało, makabrycznie słabe sekcje dęte, kiepskie gitary, mało ciekawych basów syntetycznych. Smyki też jakieś takie chude. Bębny skandalicznie przestarzałe a syntetyki może i klasyczne, ale bardziej niż brzmienie Mooga przydałyby się jakieś virusopodobne agresywne staby. Jedyne co mnie autentycznie powaliło z miejsca to tryb KB3 odpowiedzialny za brzmienie Hammonda - absolutna rewelacja, a w połączeniu z suwakami udającymi drawbary, to już sama frajda. Przyznam, że byłem tym mocno rozczarowany. Niemniej jednak autosugestia i duma kazała mi robić dobrą minę do złej gry i zerknąć w edycję...no i tu kolejny strzał - mnóstwo nieznanych mi zupełnie algorytmów, jakieś keymapy, brak szybko dostępnej sekcji filtrów i w ogóle jakoś mało próbek, wszystko oparte na samych cyferkach i zależnościach. Pogubiłem się w tym kompletnie. Ale co robić? Kasa wydana, nic innego nie ma pod ręką, a najbliższe granie za 2 tygodnie. Zacząłem kręcić korzystając wyłącznie z tych algorytmów, które znałem z japońskich sprzętów. Porobiłem sobie splity klawiatury w trybie Setup (odpowiednik korgowskiego combi) i tu było fajnie, bo robiło się to strasznie szybko w porównaniu do Korga czy Rolanda. Klawisz sam pomagał i udogadniał pracę. Wyświetlacz okazał się bardzo przejrzysty i praktyczny. Odkryłem też, że niefajną dynamikę można poprawić, gdyż producent domyślnie zapiął na torze wyjściowym dość mocno ustawiony limiter...zmieniłem próg jego działania i od razu było lepiej. Mimo to jednak, wciąż uważam że sam mechanizm klawiatury w tym modelu jest fatalny i sztywny. Znalazłem też w miarę jasne piano (Studio Grand), a resztę tylko lekko "podpicowałem" ograniczając się do poprawek obwiedni i efektów. Zabrałem sprzęt na próbę ...i w tym momencie wszystko się zmieniło - klawisz po prostu GADAŁ. Wszystko było rewelacyjnie osadzone w miksie. Piano pięknie wypełniało brakujące spektrum harmoniczne, z pozoru kiepski akordeon fajnie się odezwał w numerach InGrid (i poleczkach i oberach też :) ), rhodes brudny jak oryginał, piana FM okazały się bardzo dobre, a smyczki...jak prawdziwa orkiestra. Chłopcy z kapeli wytrzeszczyli oczy i stwierdzili, że czegoś takiego nie słyszeli. Niestety mój egzemplarz miał problemy z softem. Zawieszały się efekty i migotał wyświetlacz. Poza tym nie byłem zadowolony, bo wiedziałem, że ten klawisz mnie pokonał - słyszałem na YT świetne dema i rasowe barwy użytkowników, a ja umiałem wszystko zrobić "po łebkach". Potrzebowałem japońskiej terapii i sprzedałem klawisz. Trochę byłem wkurzony, bo umiałem programować DX7 z poziomu panelu (co było ponoć dla innych karą boską)...i po kilku miesiącach kupiłem stage piano SP4-7, żeby brzmiało znowu rewelacyjnie, ale żebym nie musiał się barować z edycją - i to piano sobie grało w kapeli przez 1,5 roku, a w międzyczasie udało mi się tanio wyrwać podstawową wersję K2500 i na niej, oglądając tutoriale z YT, rozgrzebując fabryczne presety i czytając na forach pojąłem mniej więcej tajniki syntezy VAST. Okazało się to bardzo logiczne, tylko bardzo czasochłonne...jednak dla osoby, która jest napalona i zdeterminowana Kurzweil jest gotowym laboratorium brzmień. Można na tym wykręcić absolutnie wszystko, łącznie z symulacją syntezy FM. W mega skrócie - tworzy się własny tor syntezy. Jedyne, czego nie udało mi się osiągnąć, to zrobić dobrych, "collinsowskich" brassów. Te, które się udawało wykręcić były po prostu zbyt klasyczne i mało charakterne. Dopiero po dopaleniu ich brassem syntetycznym było w miarę fajnie. W tej chwili zamierzam ponownie zmierzyć się z PC3...myślę, że tym razem będzie to lepsze podejście. Na pewno będzie to wersja 76 klawiszowa, bo ponoć jest tam ta sama klawiatura co K2500 (rewelacyjna). Jednak z całą pewnością nie jest to klawisz dla presetowców i zapalonych zwolenników japońskiej myśli technicznej. Nie ma tu pięknie wypolerowanych i lśniących brzmień. Instrument brzmi realistycznie z wszelkimi mankamentami pierwowzorów i to nadaje mu charakteru. Moim kolegom ciężko jest go polecić, gdyż szczegółowa edycja brzmienia wymaga sporo czasu i zrozumienia pewnych procesów. Znam oczywiście też takich, którym presety z PC361 odpowiadają w stu procentach, ale znam też takich, którzy podzielają moje zdanie i dłubią w swoich Kurzweilach na okrągło...i to nie dlatego, że to co zrobili brzmi źle, tylko dlatego, że mają narzędzie, które umożliwia im brzmienie jeszcze lepsze. Załączam filmik, który nagrałem w czasach korzystania z SP4-7...sami oceńcie.

https://www.youtube.com/watch?v=xT2NxSqPv_Q

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Czy bać się Włocha?...o Ketronie słów kilka

W czasach, kiedy moim jedynym klawiszem był keyboard domowy Yamaha PSR 220, na którym stawiałem swoje pierwsze kroki w połączeniu z sekwencerem, wydawało mi się, że najlepiej brzmią keyboardy Rolanda z serii E. Bardzo podobały mi się akompaniamenty z tych instrumentów, a jak się jeszcze podpięło karty ze stylami, to już było w ogóle ekstra. Moja Yamaszka też mi odpowiadała...style były grywalne, midy brzmiały spójnie i fajnie, a barwy całkiem przyzwoite...jak na ten czas i moje możliwości finansowe. Wtedy jeszcze nie grałem w zespole, więc miałem inne wymagania. Pewnego razu tata zabrał mnie do kolegi, który chwalił się zakupem instrumentu Solton (obecny Ketron) MS50...było to roku pańskiego 1997....i był to dla mnie przełomowy dzień. Instrument brzmiał po prostu pięknie! Miał cudownie i szalenie tanecznie zaaranżowane style, brzmiał całkowicie innym pasmem niż japońska konkurencja i miał bardzo realistyczne instrumenty dęte, akordeony i barwy organowe. Słowem - stworzony pod one man band. Co więcej - była możliwość importu styli z moich wyidealizowanych Rolandów oraz tworzenia całkowicie własnych aranży i to w różnych wariantach harmonicznych. Napaliłem się na niego wręcz niezdrowo. Nawet gdy trafiłem już do żywego składu i używałem Rolanda JV50 z kartą rozszerzenia, nadal Solton mi się śnił po nocach. W końcu udało mi się odłożyć odpowiednią ilość pieniędzy i zakupiłem sobie wspomnianego MS50. Ten dzień byłem skłonny ogłosić świętem narodowym. Mimo, że od pierwszego kontaktu upłynęło kilka lat i poznałem wiele zacnych sprzętów - ten nadal robił na mnie ogromne wrażenie. Dla mego zespołu to też był spory krok w przód. Pojawiły się rasowe hammondy, niezły Rhodes, Fajne dęciaki. Mankamentem natomiast było dość chude piano i zbyt "kulturalne" i miękkie syntetyki, które w weselnej kapeli się przydają. Pozostałe brzmienie były albo przyzwoite albo rewelacyjne. Największym natomiast nieporozumieniem było umieszczenie suwaka volume z prawej strony panelu...kompletnie nieergonomiczne oraz brak normalnego jacka dla pedału dampera  - trzeba było przerobić złącze pedału na 15 pinowe złącze komputerowe. Sprzedałem klawisz po 2 latach używania, gdyż potrzebowałem wówczas możliwości dzielenia klawiatury na więcej niż 4 strefy...niemniej jednak w przeciweństwie do opisywanego wcześniej Kawai - ten klawisz nadal się broni w muzyce dancingowej i weselnej, przede wszystkim ze względu na swoją ...europejskość. Nowsze modele firmy Ketron również brzmią kapitalnie - firma nadal idzie ścieżką dancingowego i realistycznego brzmienia. Tu piana są już świetne...a pozostałe brzmienia jeszcze bardziej realistyczne i po prostu nowocześniejsze. Nadal kuleją ostre syntetyki, ale pady są bardzo dobre. W tej chwili używam do pracy z podkładami i aranżacjami midi (robię ilustracje do muzyki teatralnej oraz aranże na zamówienie) modułu Ketron SD4 - kapitalne i żywe bębny! Co więcej - na koncerty bluesowe również go zamierzam zabierać, ze względu na dobry fortepian i hammondy. Firma pochodzi z Włoch - i absolutnie można jej zaufać. Zwłaszcza Ci, którzy potrzebują miłego dla ucha, grzecznego "europejskiego" i dancingowego brzmienia. Miłośnicy elektronicznych i zakręconych leadów będą zawiedzeni., ale ci, którzy potrzebują świetnych saksofonów, pian elektrycznych, smyczków, dętych blaszanych, gitar, akordeonów i organów, a nie chce im się "kręcić" barw - będą zachwyceni.