Szczerze mówiąc firma Roland promuje szalenie uczciwą politykę wobec swoich klientów. Od momentu, kiedy pojawiły się modele keyboardów z serii E, które bazowały na module SC, uknułem sobie teorię, że "słyszałeś jednego Rolanda - słyszałeś wszystkie" i nadal tak twierdzę, ponieważ firma począwszy od najtańszego i najprostszego modelu z danej serii ładowała do wszystkich ten sam moduł brzmieniowy i tę samą (z drobnymi wyjątkami) bazę auto akompaniamentów. Instrumenty w miarę wzrostu ceny różniły się wyłącznie ilością dodawanych opcji, takich jak joystick pitch, gniazdo na karty ze stylami, przyciski z efektami specjalnymi, lepszy wyświetlacz, możliwość prostej modyfikacji barwy i zapisanie jej oraz stacja dysków. Fajną rzeczą było też instalowanie od najtańszej wersji pary wyjść liniowych stereo. Konkurencja w postaci Yamahy czy "Kazio" z kolei kusiła mnogością bajerów i kolorków, ale im tańszy model - tym gorzej brzmiał, bo oszczędności przeleciały się na module brzmieniowym...no i u Yamahy wyjątkowo niezrozumiała rzecz - brak wyjść liniowych nawet w sporo droższych modelach, kompletnie tego nie potrafię pojąć. Roland natomiast brzmiał tak samo w całej serii. Moduł Sound Canvas w swoim czasie był naprawdę rzetelnie brzmiącym źródłem dźwięków. Piano uważano za świetne, smyczki za realistyczne, brassy brzmiały bardzo ostro i nowocześnie (zwłaszcza grane w oktawie), inne dęciaki też dawały radę. Słabym punktem natomiast były basy (chudziutkie z dwoma wyjątkami - Fretless i SynBass2)...reszta brzmień wypadała bardzo dobrze w porównaniu z innymi producentami (przykładowo - Yamaha wciąż jeszcze bawiła się w brzmienia FM w tańszych modelach)...aaa...no i jeszcze fajowe bębny - wówczas bardzo na czasie. Lubię i do dziś korzystam z niektórych próbek pod Battery. Barwy to standardowy set GM. 128 podstawowych brzmień w nowszych modelach dostało jeszcze po kilka wariacji, choć większość z nich jest nieco "oszukana", np. Piano z nałożonym chorusem jest zapisane jako kolejna barwa. Przez wiele lat korzystałem z syntezatora Roland JV50, bazujący na Canvasie SC55 i robiłem na nim swoje pierwsze "poważniejsze" aranże i podkłady. Canvas wtedy brzmiał w większości zagranicznych (i nie tylko) hitów. Sporo jego brzmień słychać na płycie "Dotyk" Edyty Górniak, a w samej tytułowej piosence podejrzewam, że wszystkie partie klawiszy pochodzą z SC. Podkłady i aranże robione na tym module świetnie się miksowały - brzmienia były bardzo dobrze zestrojone i brzmiały przyjemnie. Co więcej - bardzo bogata implementacja MIDI pozwalała wykręcić przy pomocy SysEx naprawdę "acidowe" brzmienia (choć napocić się przy tym można było niekiepsko, ale za to jaka duma, kiedy się udało :D...bezcenna). Bardzo długo korzystałem z brzmienia SC do tworzenia ilustracji do bajek i przedstawień teatralnych oraz do prezentacji multimedialnych. Instrument brzmiał w tej roli przyjaźnie i nie zaburzał uwagi widza. Jak to wygląda dzisiaj?
Ano...dzisiaj mówiąc krótko - nie powala. Przyznaję się bez bicia, że jestem po prostu troszkę rozpieszczony przez gigabajty. Ale niedawno byłem posiadaczem modułu SC88vl. Moja poprzednia wersja, to był model SC55 i muszę powiedzieć, że różnica między nimi jest ogromna. Wszystkie błędy w brzmieniu, które irytowały w poprzedniej wersji - tu zostały zdecydowanie poprawione. Co ciekawe - to nie są "zupełnie inne barwy", tu wciąż słychać Canvasa i jego charakterystyczny, aksamitny sound. Zachowano w całości charakter brzmień poprzednika, ale basy są bardziej basowe, Rhodes dostał drugą warstwę dynamiki (tę chrapliwą przy wyższej velocity), bębny są bardziej dynamiczne (stopki mają więcej dołu, werble także, tomy są bardziej mięsiste), na talerzach można zrobić efekt crescenda (w starym SC55 każde kolejne naciśnięcie klawisza odcinało wybrzmienie i odtwarzało próbkę od nowa, więc brzmiało to jak czkawka)...ogólnie brzmienia zyskały składowych harmonicznych, przestarzałe zamieniono na nowocześniejsze (np. Orchestra Hit), ale przede wszystkim - jest ich po prostu duuuużo więcej. Rozczarowało mnie natomiast nowe piano - próbki są niestaranne i odnoszę wrażenie lekkiego rozstrojenia i płaskości. Kapitalnie natomiast brzmią wszelkie El-piana - naprawdę są piękne i dźwięczne, poza tym wrzucono dużo lepsze barwy organowe i kapitalne pady. Leady są po prostu ok. Szału nie ma, ale wstydu też nie. Smyczki są świetne i szeroko brzmiące. Brassy też - soczyste a'la Earth, Wind & Fire. W miksie moduł brzmi jeszcze lepiej niż poprzednik. Dla tych, którzy nie mogą się doszukać swoich faworytów z poprzedniej wersji dostępny jest także...kompletny bank brzmień SC55 - z wszelkimi ich mankamentami. Jestem pewien, że dysponując tym modułem i dobrą klawiaturą sterującą, która umożliwia stworzenie kilku stref na klawiaturze - spokojnie jesteście w stanie się obronić niemal w każdym gatunku muzyki (pomijając typowe i nietypowe odmiany elektroniki, bo tu bardziej liczy się kontrola w czasie rzeczywistym - gałki, suwaczki itp.). Jeśli chodzi o chałturkę - świetne i niedrogie rozwiązanie. Znajdziecie tu niemal wszystko, czego będziecie szukać. Moduł ma bardzo dancingowy i nieco słodki charakterek. I nawet jeśli niektóre brzmienia trącą nieco myszką, to jednak mieszczą się w pewnej klasie. Jak pamiętacie, napisałem wyżej, że nie powala - bo nie powala (co rozumiem przez "powalanie"? - wytrzeszcz oczu, ślinotok, niemożność oderwania się od klawiatury, banan na buzi, podniesione tętno i chęć stwierdzenia, że to najlepsze co słyszałem) ale brzmi rzetelnie, profesjonalnie i ze smaczkiem. Mnie się bardziej podoba i kładzie w miksie niż poźniejsza seria XP...ale to już moje preferencje. Podrzucam demko, jakie nagrałem jakiś czas temu.
Demo SC88vl

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz